Chyba największym idiotyzmem jaki popełniłam w życiu było kilkukrotne zaufanie człowiekowi.
Pamiętam, że moja rodzina składała się z samych ludzi. Matka, ojciec,
obu braci i siostra. Traktowali mnie jak człowieka, jak jedną z nich,
pewnie nawet nie zauważając że nie potrafiłam wyżyć na ludzkim jedzeniu.
Gdy ten jeden, jedyny raz postanowiłam zaspokoić w pełni swój głód, okazało się że to nawet nie była moja prawdziwa rodzina.
"Myśleliśmy, że będziesz inna." - usłyszałam wtedy od ojca, celującego
do mnie z rewolweru. - "Ale jesteś takim samym krwiopijcą, jak twoi
rodzice."
Nie pamiętam jak uciekłam przed całą rodziną ŁOWCÓW. Nie rozumiałam jak
mogli adoptować wampira, z nadzieją że nie będzie taki jak jego
przodkowie, których moja "rodzina" wybiła.
Potem zaprzyjaźniłam się z jakąś samotną dziewczynką. Byłyśmy
nierozłączne, aż do momentu, gdy jej ojciec przekroczył granicę i byłam
zmuszona się bronić. Nadal pamiętam to spojrzenie pełne zawodu i
nienawiści, które od niej otrzymałam.
Kolejnym przypadkiem, kiedy zaufałam człowiekowi, był moment gdy w wieku piętnastu lat się zakochałam.
Nigdy nie ufaj człowiekowi, który obstaje przy stwierdzeniu, że wampiry
są piękne i "jak można ich nie kochać?", bo cię sprzeda. Dosłownie.
Są osoby, które wiele zapłacą za przedstawiciela rzadkiej rasy do niekoniecznie wartych wspominania czynności.
Tego roku nawet nie chcę wspominać.
Osobiście jednak niczego nie mam do wilkołaków. Śmierdzą, to prawda, ale
jedyne wspomnienie jakie mam związane z wilkołakiem to fakt ze uratował
mi życie i wyciągnął do mnie rękę, gdy już straciłam wiarę.
Chociaż może gdybym nie zniknęła natychmiast po wspólnej ucieczce od
naszego właściciela, możliwe że miałabym inne zdanie na ich temat.
Przecież nikt nie pomaga nikomu bezinteresownie.
Przez kolejne dwa lata włóczyłam się po świecie, coraz bardziej
utwierdzając się w swoim przekonaniu, ze nie warto wierzyć w uprzejmość
innych. Bo zawsze, gdy komuś zaufałam, odwdzięczał mi się raczej niezbyt
miło.
Straciłam przez ten czas wszystkie zahamowania. Nigdy nie dałam szansy
człowiekowi na zmianę w wampira. Inne rasy omijałam szerokim łukiem, a
każdego kto próbował sobie wywalczyć moje względy odsyłałam z kwitkiem.
Nawet nie wiem dlaczego zdecydowałam się zatrzymać w tej szkole. Może dlatego, że byłam zaintrygowana dyrektorką..?
A może też dlatego, że nigdy nie uczęszczałam do takiej placówki, i po prostu byłam ciekawa jak to jest..?
Wiem tylko tyle, że teraz siedzę w ławce, w raczej zatłoczonej klasie,
pełnej przedstawicieli mojej rasy, na lekcji o rasach, na której
nauczyciel opowiada o sposobach uniknięcia kołka w sercu. Coś, czego się
już raczej nauczyłam, więc wodzę wzrokiem po sali. Większość uczniów
słucha nauczyciela, ale niektórzy wymieniają się kartkami, pisząc miedzy
sobą liściki. Widać, że szacunek jest.
Nie dzieje się tak właściwie nic wartego uwagi, więc wracam do słuchania
nauczyciela. Chwilę później jednak czuję ukłucie w tył głowy. Sięgam
szybko w tym kierunku i odkrywam że trafił mnie papierowy samolocik.
Co do-
Ktoś?
niedziela, 7 czerwca 2015
Od Mutsumi
Wyślij pocztą e-mail
Wrzuć na bloga
Udostępnij w X
Udostępnij w usłudze Facebook
Udostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
Anonimowy
Etykiety:
Mutsumi
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz